Misja Komandora Sheparda zmierza ku końcowi, a wraz z nią kończy
się cały wszechświat. Żniwiarze postanowili przystąpić do ofensywy i rozpoczęli podbój planet. Inwazja dotarła do Ziemi, na której rozegra się jedna z najważniejszych bitew w historii świata. Po jednej stronie dowódca Normandii, wraz ze swoją wierną, acz trochę przerzedzoną ekipą, z drugiej - niesamowicie potężny najeźdźca. Kto wygra tę batalię o życie milionów istnień? To już będzie zależało od nas.
To znaczy chyba od nas, bo tak naprawdę nie znamy zbyt wielu szczegółów fabuły trzeciego Mass Effecta. W zasadzie mamy tylko strzępki informacji, którymi się z Wami oczywiście podzielę, i obietnicę BioWare głoszącą, iż ostatnia część trylogii godnie zamknie fabułę poprzednich części. Trzymamy za słowo. Zresztą pierwsze przecieki już teraz dają powody do tego, aby sądzić, że składane deklaracje mają szansę spełnienia. A co dokładnie wiemy?
Zakończenie z przytupem
Wszystko rozpocznie się kilka miesięcy po wydarzeniach z poprzedniej części, od inwazji na Błękitną Planetę, w środku której - całkowicie przez przypadek - znajduje się zmartwychwstały, sądzony za czyny z ostatniego dodatku do ME2 (
recenzja na Gejmie) wojak. Proces zostaje przerwany, protagonista musi uciekać i, najprawdopodobniej, porzucić swoją ekipę. Jeśli więc przyzwyczailiście się do 12-osobowej kompanii, to muszę Was zmartwić - teraz będzie ich znacznie mniej. Twórcy, zmniejszając liczbę towarzyszy, chcą powrócić do korzeni. Oczywiście mowa jedynie o "sztywnym" składzie Komandora - na dzień dzisiejszy wiemy, iż będzie on tworzony przez Garrusa, Liarę, Tali, kogoś z dwójki Ashley/ Kaidan i nowego w uniwersum Jamesa Sandersa. Reszta poznanych postaci naturalnie również wróci, lecz będą to bardziej bohaterowie tła, niż współtowarzysze niedoli. To znaczy tylko jeśli w którejś z poprzednich odsłon nie zakończyli żywota. Niemniej przy odrobinie chęci dostrzeżemy ich wszystkich - nic tylko przygotować chusteczki, pomagające nam przetrzymać te wzruszające powitania.
Niestety nie wszystkie tego typu spotkania okażą się przyjemne. A w zasadzie jedno na pewno takim nie będzie. Mowa o Człowieku Iluzji, głowie Cerberusa, zmieniającego się ze zbawcy w największego wroga - pomóc może jedynie Przymierze. Skąd ta nagła zmiana poglądów? Ma ona coś wspólnego ze Żniwiarzami, lecz dokładny powód pozostaje tajemnicą i najpewniej odpowiedź na te pytanie poznamy dopiero podczas rozgrywki. Chyba że BioWare znów pójdzie drogą spoilerujących zwiastunów - obym tego nie wykrakał... Z otwartymi rękoma ujrzymy jednak inne zapożyczenie z poprzedniej odsłony: możliwość kontynuowania przygody.
Shepard taki, jakim go stworzyłeś
Tak, powraca znany z poprzednich odsłon system importu stanu gry -
czyli jedna z największych zalet całej serii. Najwierniejsi sympatycy marki mogą więc liczyć na bezpośrednią kontynuację losów ich konkretnego bohatera. Cały bagaż decyzji, sympatii, dokonań, to wszystko zabiorą ze sobą - jeśli zechcą, ma się rozumieć. A co, jeśli przez przypadek te niezwykle cenne pliki wyparowały? Cóż, wtedy na początku zabawy zostaniemy zmuszeni do określenia naszych czynów - prawdopodobnie w sposób identyczny co w wersji ME2 na PS3. No ale "trójka" jest grą nową i, pomimo wielu nawiązań do poprzedników, niesie ze sobą urozmaicenia do dobrze znanego schematu. Nie są to może zmiany kolosalne, lecz bardzo istotne zabiegi kosmetyczne.
Ewolucję przejdzie system walki. Pierwsza nowinką jest debiutująca w tej części, niszczycielska zabawka Sheparda - ostrze. Dzięki niemu protagonista, niczym Ezio z Assassin's Creed, szybko i bezszelestnie zabije wybranego przeciwnika. W ogóle cała walka wręcz odegra ważną rolę. Żeby jednak tego typu operacje miały sens, studio przebudowało system krycia za osłonami (zza których, na przykład, śmiertelnie ugodzimy cel), wzbogacony o takie atrakcje jak możliwość przeskakiwania między przeszkodami czy robienie uników w trakcie ruchu. Twórcy z dumą ogłaszają, iż w zapomnienie odchodzą ostrzały prowadzone z jednego miejsca. Teraz ciągły ruch stanie się niezbędny - a to wszystko dzięki ulepszonemu AI oponentów.
Postawieni na drodze przeciwnicy mają zachowywać się tak, jak na rasowe strzelaniny przystało. Będą ze sobą współpracowali, wykorzystywali taktyki, ukształtowania terenu, przez co same starcia staną się dużo bardziej wymagające. Ale spokojnie, z pomocą ma przyjść poszerzony arsenał (z w pełni "kastomizowalną" bronią) oraz odmienione drzewko rozwoju postaci. W "trójce" znacznie mniejszą rolę odegrają punkty umiejętności Sheparda i kompanii, a większą te gracza. Co ciekawe, zniknie limit broni na daną klasę postaci, choć - co oczywiste - pełen wachlarz pukawek wykorzysta jedynie Żołnierz. Bronie da się również podnosić po poległych oponentach. Innymi słowy: Mass Effect 3 nadal kroczy ścieżką produkcji zręcznościowych i nie ma zamiaru z niej zbaczać.
następna strona