Dragon Age: Początek to wydana przez BioWare w 2009 roku gra
typu RPG. Kanadyjskie studio, jak przystało na mistrzów gatunku, po raz kolejny wydało świetny tytuł. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to jeden z najlepszych "erpegów" ostatnich lat. To także nieliczny przedstawiciel staromodnych gier fabularnych. Owy old-school wynikał głównie z klasycznego postrzegania rozgrywki: po prostu twórcy postanowili, że w XXI wieku przygotują duchowego następcę Baldur's Gate (nota bene także ich tytułu). A dlaczego o tym wspominam? Bo właśnie ta nutka klasyki w nowożytnej grze najbardziej urzekła jej odbiorców! Pierwsza "Era Smoków" była trudna, miała świetnie opowiedzianą historię i ciężki klimat, wybory moralne oraz zapomnianą dziś mechanikę. Posiadała więc to, co z łezką w oku wspomina każdy fan tego typu produkcji, a z czego w Dragon Age II BioWare rezygnuje...
Zmiany, zmiany, zmiany...
Jak wspomniałem wcześniej twórcy postanowili całkowicie zmienić oblicze serii. Akcja gry została przeniesiona na nową krainę, dostaliśmy innego bohatera (imieniem Hawke) oraz odmienioną mechanikę. Dragon Age II można więc podsumować zdaniem: "Era Smoków" zmieniła się nie do poznania. Kontynuacja zrywa ze staroszkolnymi patentami, mozolnym, powolnym odkrywaniem fabuły i taktyką, która wymaga od nas używania aktywnej pauzy co kilka chwil. No ale zacznijmy od początku.
Pamiętacie klęskę pod Ostagarem z "jedynki", kiedy to Pomioty rozgromiły armię ludzi, a Szarzy Strażnicy zostali niemalże całkowicie wybici? Właśnie do tych wydarzeń wracamy na początku przygody z kontynuacją. Plugastwa opanowały całe miasto - wybijając po drodze wszystko co choć trochę przypomina naszą rasę. Co w tej sytuacji robi waleczny i nieustępliwy bohater? Ucieka wraz ze swą matką, siostrą oraz bratem jak najdalej! Tak, zgadza się. Hawke to nie Strażnik, a zwykły uchodźca, który utraciwszy ojca próbuje uratować życie swoje oraz rodziny. No ale wiecie jak w takich opowieściach bywa: przeznaczenie z każdego niepozornego człowieczka może zrobić bohatera, któremu pisane jest zbawienie świata. I wiecie co? Nie inaczej jest w tej historii opowiedzianej przez jakże wesołego krasnoluda...
Hawke taki, jakim pamięta go krasnolud i jego... Bianca
Fabuła Dragon Age II to bez wątpienia najmocniejszy punkt gry. Jest ona wciągająca, daje możliwości zgłębienia jej na wiele, różnych sposobów... Innymi słowy: przygody Hawke'a zostały świetnie opowiedziane. Właśnie "opowiedziane", bowiem BioWare postawiło na dość ciekawy patent. Losy Bohatera (bo taki przydomek zyskamy podczas rozgrywki) są przedstawione przez jego wieloletniego przyjaciela, krasnoluda imieniem Varric. Nic nadzwyczajnego? Być może, lecz warto wspomnieć, iż dwarf jest "bajkopisarzem", więc czasami zbyt barwnie opisuje żywot
swego kompana. Ucieczka z Ostagaru tnąc po drodze armię Mrocznych Pomiotów? Jasne! Podczas całej gry Varric daje upust swej wyobraźni dwa razy i są to momenty dość humorystyczne, mające wzbudzić podziw w Poszukiwaczce Zakonu, która uważnie przysłuchuje się jego słowom. Po co? Bowiem ma ona swoje plany odnośnie Bohatera i chce poznać jego przeszłość. Oczywiście krasnolud nie jest skory do czynienia takich zwierzeń, no ale wiecie, nóż przy szyi robi swoje...
Pomimo wybujałej wyobraźni opowiadacza, losy Hawkiego, bo bólach, zostają przedstawione zgodnie z prawdą. Główny bohater jego wersji zdarzeń to człowiek (kobieta lub mężczyzna), który w zależności od naszej woli posiądzie jeden z trzech, klasycznych schematów postaci: wojownik, mag lub łotrzyk - oczywiście zawsze możemy stworzyć swoją własną "wariację" każdej z trzech klas.
W niepamięć odchodzi rozbudowany wstęp "jedynki", gdzie wybieraliśmy nie tylko klasę i płeć, lecz także rasę swojego avatara. Na szczęście BioWare nie zabrało nam wszystkich możliwości kreowania śmiałka - pozostał rozbudowany edytor twarzy. Oczywiście jest to zmiana czystko kosmetyczna, bowiem w odróżnieniu od profesji oraz płci, "operacja plastyczna" nie wpływa na żaden kluczowy aspekt rozgrywki - a szkoda, nie?
Kirkwall wita, Bohaterze!
Niezależnie od naszych wyborów w końcu ruszamy w świat, by pisać
własną, trwającą w sumie dziesięć lat, historię. Po ucieczce z Ostagaru (przy pomocy pewnej wiedźmy), Hawke trafia do głównej lokacji Dragon Age II, czyli Kirkwall. To duże miasto, składające się z wielu dzielnic, uliczek i zakamarków. A wiecie co poukrywano w takich miejscach? Kłopoty! Innymi słowy: ta miejscówka jest idealnym miejscem, aby móc pokazać wachlarz swych umiejętności - co swoją drogą protagonista czyni (pnąc się przy okazji co raz wyżej po drabinie społecznej). Oczywiście swą wartość trzeba udowodnić, najlepiej poprzez wykonywanie misji.
następna strona
Od samego początku wizyty w Kirkwall mamy pełne ręce roboty. Najpierw trzeba dowieść własnej wartości i pomóc sobie a następnie innym - wszak świat nas potrzebuje! Tak czy inaczej, większość z przydzielonych zadań sprowadza się do walki. To ona przeszła największą zmianę od czasów poprzednika i to bez wątpienia najbardziej zajmujący element drugiej "Ery Smoków".
Od czasów "Początku", Dragon Age niezwykle przyspieszyło tempo. Bohater skacze między plugastwami niczym błyskawica i zadaje ciosy rozrywające słabszych oponentów - serio, tu krew tryska strumieniami. Do nowej konwencji toczenia starć trzeba się przyzwyczaić, bowiem ze starego systemu nie pozostało praktycznie nic. Owszem nadal mamy aktywną pauzę, lecz w odróżnieniu do "jedynki" korzystanie z niej nie jest niezbędne. Potyczki są łatwiejsze.
Często jednym uderzeniem rozbijamy dwóch, trzech przeciwników (i to zwykłym ciosem, nie specjalną umiejętnością) a nabyte podczas awansowania na wyższe poziomy postaci zdolności, znajdują zastosowanie wyłącznie na początku zabawy, lub podczas zmagań z bossami. Czy to dobra decyzja? Cóż, ja wolałem stary styl, do jakiego przyzwyczaił mnie pierwszy Dragon Age. Inne spojrzenie na walkę sprawiło, że kontynuacji bliżej do Mass Effecta niż taktycznej gry RPG.
Twórcy bardzo wyraźnie pokazali, że tu na pierwszym miejscu ma być fabuła a nie pocenie się podczas wymagających starć - moje słowa potwierdza chociażby brak tzn. "widoku taktycznego", czyli najbardziej oddalonej kamery znanej z "jedynki".
Oczywiście fani wszelakich ustawień nadal mają pewne pole do popisu, jest ono po prostu mniejsze niż w poprzedniku. Niemniej nic nie stoi na przeszkodzie aby wybrać wysoki poziom trudności (a są dostępne aż cztery: niedzielny gracz, normalny, trudny, koszmar), włączyć pauzę i samodzielnie wybrać sposób pokonania grupy plugastw. Pozostałym musi wystarczyć dynamiczny i dostosowany do konsol system, który mimo wszystko jest całkiem satysfakcjonujący. Patrzenie na rzeźnię jaką czynimy sprawia naprawdę dobrą zabawę. Nic tylko włączyć funkcję autoawansu i rozkoszować się jadką na monitorze! Zresztą zachęca do tego całkiem sensowne AI towarzyszy. Kompani umiejętnie wykorzystują nabyte zdolności i pamiętają
o swoich atutach oraz wadach.
Skoro już o awansowaniu postaci mowa, to warto wspomnieć, że i ta część gry została przerobiona na nowo. Hawke może osiągnąć maksymalny, 20 stopień, a na każdym z nich czekają punkty umiejętności oraz atrybuty do rozdysponowania. To od nas zależy czy zrobimy ze śmiałka klasycznego "tanka" z mnóstwem punktów życia, mieczem oraz tarczą, lub też wojaka z ogromną siłą fizyczną i dwuręcznym ostrzem - na poszczególnym poziomie doświadczenia wybierzemy jedną z kilkunastu umiejętności specjalnych. A gdzie te uproszczenia? W określonych z góry drzewkach w jakie owe zdolności zostały zamknięte. Tworzą one wyselekcjonowane typy atrybutów określające każdą z postaci. Prawdę powiedziawszy mi takie rozwiązanie bardzo przypadło do gustu. Jest schludnie, przejrzyście i intuicyjnie. Od razu wiemy jak powinniśmy rozwinąć Hawkiego oraz jego towarzyszy. Właśnie, "towarzysze"! Bohater Dragon Age II nie działa sam. Ma on swych kumpli, i to jakich!
Hawke przyjaciół ma wielu.
W grach od BioWare główna postać nie może być osamotniona. Autorzy postawili na relacje między postaciami, związki między nimi oraz inne zażyłości. Hawke podczas swej przygody spotka różne osobowości, z którymi - zależnie od naszych decyzji - się zbrata, bądź poróżni. W sumie w trakcie tych kilkudziesięciu godzin rozgrywki "znajdziemy"
ośmioro kompanów niedoli (w sumie dziewięcioro, licząc tego z DLC). Zgodnie z tradycją erpegów kanadyjskiego studia jest to mieszanka barwna i ciekawa. Każdy z przyjaciół ma swoją własną historię, przeszłość i misje w jakich należy mu pomóc. Odkrywanie ich zaszłości jest jednym z najprzyjemniejszych elementów całej produkcji. A jeśli któraś z postaci znajdzie swe miejsce w sercu Bohatera, wówczas ten może liczyć na romans - i to zarówno hetero jak też homoseksualny.
poprzednia stronanastępna strona
Przyjemnym smaczkiem są także rozmowy całej kompanii. "Odpalają" się one losowo podczas rozgrywki i są różne w zależności od tego, kogo ze sobą zabierzemy. Niektórych wymian słownych wysłuchujemy z czystą przyjemnością. Brawo BioWare! Zresztą w ogóle szeroko pojęte
dialogi w Dragon Age II stoją na wysokim poziomie. Twórcy "wrzucili" tu znany i lubiany autorski system. Mamy więc znany z Mass Effecta okrąg, z którego wybieramy nastawienie oraz kontekst słów jakie wypowie Hawke. Nowy system dialogów oraz fakt, iż protagonista w końcu przemówił (tak, nie jest niemy jak Szary Strażnik z poprzednika) sprawiły, że wszelakie dysputy są dynamiczne i bardzo filmowe. Jasne, nadal nie jest to poziom wspomnianego już ME, lecz i tak jest nieźle. Rozmówcy poruszają się, gestykulują, są po prostu ludzcy. Powiem więcej! Często będzie
nam dane oddać inicjatywę w prowadzonej konwersacji innej postaci. Tego, że umiejętnie prowadząc rozmowę możemy zmienić nastawienie pozostałych do naszej osoby, a wraz z czynami całą historię gry, pewnie się domyślacie.
Prościej znaczy lepiej?
Niestety Dragon Age II ma masę błędów. Co gorsza są to niedoróbki, które strasznie psują pozytywny odbiór całej produkcji. Pierwsza i największa wada tytułu to powtarzalność. BioWare ewidentnie poskąpiło środków na kontynuację "Ery Smoków", bowiem podczas całej przygody poruszamy się ciągle po tych samych lokacjach. Mamy jeden, może dwa szablony podziemi, jaskiń i kopalni, więc
jeśli wykonujemy jakąś misję to możemy mieć pewność, że wylądujemy w znanej na pamięć miejscówce. Ba! Nawet przeciwników zastaniemy w dokładnie tych samych miejscach. Zresztą z nimi związana jest następna, gigantyczna wada omawianej pozycji.
Chodząc po opatrzonych i wcześniej zwiedzonych pokojach natrafiamy na wrogów - co nie powinno nikogo dziwić. Problem w tym, że zjawiają się oni nagle i to znikąd! Rozbijamy pierwszą "falę" oponentów a następna dosłownie wychodzi z ziemi wprost na nas. Mógłbym zrozumieć to w przypadku zombie (swoją drogą te występują w Dragon Age II), pająków czy innych duchów, lecz jeśli nagle w masowej ilości "respawnują" się bandyci... Twórcy poszli w ilość a nie
w jakość, ot co. Miast starć z wymagającymi ogrami, czy innymi plugastwami, autorzy zalewają nas morzem słabiaków, których wykańczamy jednym ciosem. No i to co mnie rozłożyło na łopatki to absolutny brak smoków. Podczas rozgrywki walczymy z jednym, JEDNYM, smokiem! Jasne, są mniejsze odmiany, ale to miała być ERA SMOKÓW. Czyżby ostatni Szary Strażnik z "Początku" wybił je wszystkie?
Ponadto podczas zabawy zauważymy masę pomniejszych i tych całkiem sporych błędów. Dragon Age II w momencie premiery jest potwornie zbugowany, i nie mówię tu o przenikaniu obiektów, znikaniu tekstur, blokowaniu się postaci - choć także. Mam na myśli błędy, które uniemożliwiają, bądź utrudniają ukończenie gry. Przykład? Kiedy osiągnąłem odpowiedni poziom postaci poszedłem zapolować na jedynego smoka. Po zaciętej i trudnej batalii (swoją drogą to chyba najtrudniejsze starcie) ubiłem poczwarę i - jak w rasowym erpegu - postanowiłem sprawdzić co mi z potwora "wypadło". Ku mojemu zdziwieniu miał on w sobie sporo złota oraz najlepszą zbroję dostępną w grze! Niestety nie wystarczyło mi na nią miejsca w ekwipunku (tak, zbieram co popadnie). Co robi gracz w takiej sytuacji? Zagląda do plecaka i wyrzuca z niego zbędny balast. Niestety, w międzyczasie smok zapadł się pod ziemię przez co nie mogłem znów zajrzeć
mu "do pyska" po moją zdobycz. Musiałem wczytać poprzedni stan zapisu i raz jeszcze rozpocząć zaciętą batalię. Wówczas po raz kolejny
odniosłem wrażenie, że Dragon Age II robiły rezerwy studia BioWare, które na chwilę oderwano od Mass Effecta 3.
Następny minus, to całkowicie "leżący" aspekt ekonomiczny. Na początku rozgrywki potrzebujemy pieniędzy. By ruszyć z miejsca trzeba zainwestować istną górę złota - szukamy ich, wykonujemy misje etc. Z czasem Hawke nieźle się dorabia, kupuje dom, ładnie ciuchy... Niestety od tego momentu nie ma co zrobić z uzbieranymi pieniędzmi. Kupić broń? Po co, podczas zadania znajdziemy lepszą. Zbroję? Nie, przecież mamy na karku tę odpowiednią. W rezultacie ukończyłem "Erę Jednego Smoka" z pełnym sejfem - bez sensu.
poprzednia stronanastępna strona
Do "zgrzytów" dodałbym także brak możliwości zmiany zbroi towarzyszy (cały czas widzimy ich w tych samych, z góry ustalonych ciuchach) oraz marny crafting. Po raz kolejny słowo "uproszczenie" staje się kluczowe...
Brzydka Era. Jaka? Smocza!
W zasadzie oprawę graficzną można zaliczyć do kolejnej wady tytułu BioWare. Gra jest brzydka. Powiem więcej: wygląda gorzej niż pierwsza część, co w przypadku kontynuacji nie powinno mieć miejsca. Jasne, grafika w "erpegach" nie jest najważniejsza, lecz biorąc pod uwagę ilość lokacji, oraz ograniczenie ich
wielkość ("miejscówki" są śmiesznie małe, powtarzalnie i co gorsza cały czas chadzamy w wyznaczonych "korytach") dziwię się, dlaczego uczyniono je dodatkowo niezbyt urodziwymi. O dziwo, mimo wszechobecnej brzydoty, gra jest zaskakująco "zasobożerna" - szczególnie w trybie z włączonym DX10 i DX11. Nie najlepsza optymalizacja? Jak najbardziej! Co gorsze, stylistyka gry w porównaniu z "jedynką" uległa pogorszeniu. Teraz mamy pseudo-komiksowy design, co mi osobiście nie przypadło do gustu.
Na szczęście o wiele lepiej prezentuje się dźwięk. Odgłosy rozrywanych przeciwników dopełniają obrazu rzeźni na ekranie, rzucane czary, uderzenia i okrzyki pozostałych odwzorowano na medal. Właściwe jedyne zastrzeżenia mam do akcentu z jakim mówią postacie w grze. BioWare zdecydowało się na brytyjską odmianę angielskiego, co nie do końca pasuje do wszystkich napotkanych ludzi. Natomiast niczego nie można zarzucić muzyce. Ta ciągle przygrywając w tle idealnie wpasowuje się w klimat całej opowieści.
Porażka czy sukces?
Od Dragon Age II oczekiwałem wiele. Miałem nadzieję, że w kontynuacji dostanę świetną fabułę, interesujące postacie i masę nawiązań do pierwowzoru. I wiecie co? W sumie to wszystko otrzymałem. Opowiedziana przez Varrika historia jest wciągająca, towarzysze broni świetni, a jeśli do gry "załadujemy" save z Dragon Age: Początek lub z Przebudzenia, wówczas opowiadana w tle przygoda
Szarego Strażnika będzie zgodna z naszą wersją. Niestety nie wszystko wyszło takie jakie powinno. Gra ma masę błędów, a kończąc niespełna 40 godzinną rozgrywkę odniosłem wrażenie, że
BioWare nie włożyło serca tworząc ten projekt... Szkoda, bo kontynuacja świetnego erpega z 2009 roku mogła być jeszcze lepsza niż poprzednik - a nie jest.
poprzednia strona